0 rzeczy w koszyku
  • Brak produktów w koszyku.
Menu

„Atelokolagen ma swoje stałe miejsce na mojej półce” – recenzja Joanny

Jeszcze do niedawna nie byłam wymagająca, jeżeli chodzi o kosmetyki. Zaakceptowałam swoje niedoskonałości i uznałam, że przecież każdy jakieś ma. Jak każda kobieta lubię wyglądać ładnie i atrakcyjnie, szczególnie że jestem jeszcze młoda i w moim wieku wygląd ma duże znaczenie. Rok temu postanowiłam nieco zmienić swoje nawyki pielęgnacyjne, ponieważ uznałam, że akceptowanie siebie to jedno, a zdrowie skóry to drugie. I tak wkroczyłam na ścieżkę poszukiwania kosmetyku idealnego – pełną przeszkód i pułapek.

Mam niewiele ponad 20 lat i jestem raczej pozytywnie nastawiona do życia. Zawsze staram się swoje słabe strony ukrywać pod tymi, które uznaję za swój atut. Już taki mam przepis na życie. Moja cera niestety rzadko kiedy chce ze mną współpracować, lubi płatać mi figle. Przyznam szczerze, że nigdy się nie dogadywałyśmy, ale starałam się jakoś nie przejmować a to nadmiernie świecącą skórą na czole, a to przesuszonymi policzkami czy też widocznymi naczynkami. Zgadza się, problemów ze skórą mam wiele, a to za sprawą tego, że jest ona mieszana, czyli nigdy nie wiem, czym akurat dzisiaj mnie zaskoczy. Dodatkowo jest wrażliwa, szczególnie zimą musiałam zagryzać zęby, kiedy podrażniona sucha skóra za każdym, nawet najdelikatniejszym dotknięciem, szczypała, piekła, a nawet bolała. Stosowałam wiele preparatów, raczej nie wybierałam tych z wyższej półki. Wychodziłam z założenia, że przecież krem za 20 zł nie może się bardzo różnić od tego, który kosztuje 200 zł. Oj, bardzo się myliłam, ale wtedy jeszcze tego nie wiedziałam.

Atelokolagen

Każda kobieta, która ma skórę mieszaną, wie, jak sprawa wygląda – jest ciężko, niekiedy pozostaje tylko rozłożyć ręce i czekać na kolejny dzień. Może nazajutrz twarz będzie wyglądać lepiej? Moja skóra jest tłusta szczególnie na nosie i czole. Nie wspomnę już o zatkanych porach – moi najwięksi wrogowie! Jeżeli chodzi o partie suche, to oczywiście są to policzki. Problem doskwiera mi przez cały rok, ale zimą to już jest prawdziwa gehenna. Ponadto mam skórę dosyć cienką i naczynka lubią wychodzić na światło dzienne. Taka już ich natura. Jak sobie do tej pory radziłam z tymi problemami? Pewnie jak większość kobiet. Oczyszczałam skórę żelem do mycia kupionym w pobliskiej drogerii za niespełna 15 zł, do tego krem na noc i na dzień do skóry mieszanej. Zdarzało mi się kupić również tonik i peeling, ale nie były to kosmetyki, które miałam zawsze pod ręką. Nie muszę wyjaśniać, że żaden z preparatów mi nie pomagał. Kiedy zdecydowałam się stawić czoła niedoskonałościom, dostrzegłam, w czym tkwi problem – w nieodpowiednio dobranych kosmetykach…

Artykuł o kolagenie naturalnym

W internecie natknęłam się na artykuł o kolagenie naturalnym. Zainteresował mnie, ponieważ chodziło o polską markę, a to dla mnie coś zupełnie nowego. Naturalny kosmetyk, który powstał w naszych laboratoriach – a to ciekawe. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się innym preparatom, które proponuje producent. I wtedy coś mi wpadło w oko – przezroczyste opakowanie ze złotą nakrętką i czymś złotym wewnątrz buteleczki. Tym czymś, jak się potem okazało, była potrójna helisa kolagenowa. Ładne opakowanie – trzeba przyznać… A to znacznie podnosi rangę kosmetyku. W opisie atelokolagenu podanych było jeszcze wiele interesujących faktów, które przekonywały mnie, aby go wypróbować. Trzy rodzaje kolagenu to nie jeden, prawda? Ponadto jedwab w płynie, czyli moja skóra po zastosowaniu preparatu ma być jedwabiście gładka – chciałam tego bardzo. Mojej uwadze nie umknęła także informacja o niejonowym złocie. Szybka decyzja – zamawiam… I tak zrobiłam.

Dostałam atelokolagen i od razu postanowiłam spróbować. Tak, jestem niecierpliwa i, jak to mówią, w gorącej wodzie kąpana. Jedna pompka miała wystarczyć, i faktycznie – nacisnęłam raz i ta ilość starczyła na rozprowadzenie żelu na całej twarzy i szyi. Pierwsze co zaobserwowałam, to gładkość skóry. Jedwab w płynie rzeczywiście działa. Pozostawała jeszcze kwestia suchości skóry, podrażnień, nierównomiernego kolorytu, świecenia się skóry, widocznych naczynek i wiele, wiele innych problemów. Po ok. trzech tygodniach stosowania mogłam całkiem świadomie powiedzieć, że atelokolagen ma naprawdę dużo do zaoferowania kobietom z podobnymi problemami skórnymi do moich. Koloryt się wyrównał, a naczynka przestały być tak bardzo widoczne. Ponadto moje czoło nie świeciło się tak jak wcześniej, a skóra na policzkach widocznie odżyła. Wielkie wow!

Skóra lepiej nawilżona

Mijały kolejne dni, tygodnie, aż w końcu wspólnie z atelokolagenem obchodziliśmy nasze święto – 2 miesiące razem! Ja byłam i jestem nadal jak najbardziej szczęśliwa z tego powodu. Moja skóra wygląda zupełnie inaczej. Pokonałam swoich największych wrogów, czyli rozszerzone pory. Brawo, Asia, a raczej brawo, atelokolagen! Skóra jest także lepiej nawilżona, co widać po braku przesuszeń na policzkach, a nadmiar sebum nie jest już moim problemem. Nie mogę też nie wspomnieć o tym, że jest ona bardziej sprężysta i elastyczna. Wszystko poszło zgodnie z planem.

Atelokolagen

Komu poleciłabym atelokolagen? Podobno jest to kosmetyk dla kobiet zarówno młodych, jak również dojrzałych. Ja jako młoda osoba mogę zaręczyć, że kobiety w wieku dwudziestu paru lat ze skórą mieszaną i wrażliwą na pewno będą zadowolone z jego działania. Nie podrażnia skóry i delikatnie ją pielęgnuje, ale z bardzo dużą siłą. Jest skuteczny i zdecydowanie wart swojej ceny. Teraz wiem, że warto zapłacić więcej, ale wiedzieć, że pieniądze zostały bardzo dobrze zainwestowane. Z atelokolagenem zaprzyjaźniłam się już na dobre.