0 rzeczy w koszyku
  • Brak produktów w koszyku.
Menu

Jaki kolagen po 30. roku życia? Ja znalazłam odpowiedź

36-letnia pracująca matka dwójki małych dzieci – każda kobieta jest sobie w stanie wyobrazić, że to jak praca na dwa etaty. W ferworze obowiązków brakuje czasu dla samej siebie. Przestaje się odczuwać zmęczenie, a do wyglądu nie przywiązuje się tak dużej wagi. Pewnego dnia jednak staje się przed lustrem i widzi się zmiany, które nasuwają jedną myśl: „tak dłużej być nie może”.

Kiedy byłam nastolatką, miałam problemy skórne – zmagałam się z trądzikiem, co było dla mnie przykrym doświadczeniem. Nieustannie pojawiały się nowe krostki, a twarz była cały czas zaczerwieniona. Bałam się, że będę musiała się z tym pogodzić, ponieważ żadne preparaty nie były w stanie mi pomóc, jednak z wiekiem problem stawał się coraz mniejszy. Krostki miałam i nadal mam, ale teraz pojawiają się one sporadycznie. Problemem są jednak rozszerzone pory na nosie, które staram się, niestety bez widocznych efektów, zwalczać peelingami. Tłusta cera ma swoje wyjątkowe potrzeby, które, jak się okazuje, trzeba zrozumieć. Ja do tej pory zupełnie nie reagowałam na sygnały, które mi wysyłała.

Po urodzeniu pierwszego dziecka całkowicie oddałam się macierzyństwu i zapomniałam o sobie. Potem pojawił się drugi syn, a ja nadal nie miałam czasu dla siebie. Teraz wiem, że popełniłam jeden bardzo ważny błąd. Przestałam dostrzegać zmiany w mojej skórze i zupełnie nie zwracałam na nie uwagi. Nadszedł jednak ten moment, że postanowiłam znaleźć kosmetyk, który naprawi wszystkie niedoskonałości, jakie nagromadziły się przez te długie lata.

Kosmetyk, który naprawił wszystkie niedoskonałości

Pierwszym i chyba jedynym źródłem informacji był oczywiście internet. Szukałam czegoś dla skóry tłustej, skłonnej do podrażnień i z wypryskami. Nie zapomniałam także o zatkanych porach, które szczególnie mi doskwierają. Wzięłam pod uwagę fakt, że mam 36 lat i moja skóra już weszła w etap starzenia – zauważyłam to po utracie jej sprężystości i naturalnego blasku. Pewnego dnia natrafiłam na artykuł o naturalnym kolagenie, który miał być lekiem na całe zło związane ze skórą. Podobno pomaga skórze trądzikowej, suchej, tłustej, mieszanej, a przede wszystkim dojrzałej. To nie może być prawda – pomyślałam. Nie chciałam jednak od razu skreślać kolagenowych kosmetyków, ponieważ opinie o nich były naprawdę dobre. Zaczęłam się zastanawiać, co takiego wyjątkowego w nich jest, że zasługują na same pozytywne oceny. Zasięgnęłam więcej informacji na temat kolagenu, który został w nich użyty. „Kolagen z wyselekcjonowanych rybich skór…”, „transdermalność”, „potrójna helisa” – te pojęcia brzmiały dla mnie bardzo abstrakcyjnie i tajemniczo.

Kolagen, który wykazuje dużą zgodność z białkiem obecnym w ludzkiej skórze

Z dnia na dzień coraz bardziej zgłębiałam te biotechnologiczne tajniki wiedzy i to wszystko zaczęło dla mnie nabierać sensu – ten kolagen, który wykazuje dużą zgodność z białkiem obecnym w ludzkiej skórze, to przenikanie do najgłębszych warstw skóry i ta budowa kolagenu, która ma postać potrójnej helisy. Wśród kolagenowych kosmetyków dostrzegłam jednak małą perełkę, która wyróżniała się eleganckim opakowaniem. Opis produktu również był imponujący –trzy rodzaje kolagenu… Czy w ogóle takie istnieją? Okazało się, że tak. Szybka decyzja o zakupie i po dwóch dniach otrzymałam swój „cudowny” kosmetyk.

Anna atelokolagen

Regularnie stosowałam go przez dwa miesiące. Rano i wieczorem starannie nakładałam na twarz i szyję. Trzeba przyznać, że pięknie pachnie i jest bardzo wydajny. Pierwsze zmiany, które dostrzegłam, to mniej podrażniona skóra, która nie była już tak zaczerwieniona. Ponadto przestała się świecić, z czym nie mogłam sobie poradzić przez długie lata. Przyjemnie było patrzeć na siebie w lustrze, kiedy zauważalne były zmiany wywołane stosowaniem kosmetyku.

Po pierwszym miesiącu atelokolagen na pewno mnie nie zawiódł, a wręcz zrobił na mnie duże wrażenie. Do najważniejszych efektów mogę zaliczyć:

  • przyjemną w dotyku skórę,
  • wygładzenie skóry,
  • zmniejszenie się zaczerwienienia wywołanego podrażnieniem,
  • zniwelowanie efektu świecenia się skóry.

Anna atelokolagen

Codzienna pielęgnacja skóry twarzy stała się dla mnie czystą przyjemnością. Już zapomniałam, jak to jest troszczyć się o samą siebie. Atelokolagen sprawdzał się doskonale również w drugim miesiącu jego stosowania. Tym razem zauważyłam jeszcze coś, dla mnie bardzo ważnego. Zapchane pory na nosie stały się mniejsze i nie były już tak widoczne jak wcześniej. Ukrywanie ich pod makijażem nie było tak dużym problemem jak kiedyś. Ogólnie mogę stwierdzić, że skóra jakby odżyła. Jej wygląd się zmienił, co zauważył także mój mąż.

Przed stosowaniem atelokolagenu skóra nadmiernie się świeciła. To jeden z objawów tłustej skóry, o czym pewnie większość kobiet doskonale wie. Zdjęcie poniżej wykonałam po dwumiesięcznym stosowaniu kosmetyku i – jak widać – błyszczący nosek zniknął. Ponadto, czego nie widać na zdjęciu, pozbyłam się dużych rozszerzonych porów, które się znacząco zmniejszyły. To, co również trudno pokazać na fotografii, to delikatność i gładkość skóry. Musicie mi zatem uwierzyć na słowo.

Anna atelokolagen

Teraz nie jestem już tylko 36-letnią pracującą matką dwójki małych dzieci, ale również kobietą, która ma świadomość, że sama również jest dla siebie ważna, że musi o siebie dbać, aby być szczęśliwą. Zaprzyjaźniłam się z atelokolagenem i myślę, że długo nie będziemy mogli się ze sobą rozstać.

Anna, 36 lat